Problem pojawia się między nimi.

Ktoś przepisuje dane z jednego systemu do drugiego. Ktoś inny wysyła maila, żeby sprawdzić, czy projekt już ruszył. Manager przed spotkaniem zarządu składa raport z trzech różnych źródeł przez dwie godziny. A kiedy odejdzie kluczowy pracownik, okazuje się, że połowa wiedzy o klientach była w jego głowie albo w lokalnym Excelu.

To nie jest problem technologiczny. To problem operacyjny i ma konkretną cenę w czasie, błędach i ludziach, których potencjał spala się na przepisywaniu.