-
Dostępność cyfrowa – jakie problemy pojawiają się najczęściej?
-
Jak firmy i instytucje postrzegają dostępność cyfrową?
-
Mity i nieporozumienia na temat dostępności cyfrowej
-
Wdrażanie dostępności cyfrowej – jakie występują bariery?
-
Dostępność cyfrowa – obowiązek czy odpowiedzialność?
-
Strona dostępna cyfrowo – od czego zacząć?
-
Jak pisać teksty dostępne cyfrowo?
-
Jak tworzyć opisy alternatywne do grafik i multimediów?
„Najważniejsze jest jednak to, aby dostępność traktować jako proces rozwoju, a nie jednorazowe zadanie. Nawet niewielkie działania, jeśli są prowadzone systematycznie, pozwalają w stosunkowo krótkim czasie znacząco poprawić jakość i dostępność usług cyfrowych.’’ – Tomasz Wojakowski.
Czy są jakieś powtarzalne problemy i bariery, które zgłaszają osoby, które na co dzień korzystają z niedostępnych stron internetowych? I jakie emocje najczęściej towarzyszą użytkownikom, którzy napotykają bariery cyfrowe?
Tomasz Wojakowski: Z moich osobistych doświadczeń oraz z audytów dostępności czy testów z udziałem osób z niepełnosprawnościami wynika, że wiele problemów na stronach internetowych powtarza się od lat. Osoby niewidome bardzo często wskazują na brak poprawnych opisów przycisków i grafik, nieprawidłową strukturę nagłówków czy formularze, które nie mają etykiet i przez to są trudne lub wręcz niemożliwe do wypełnienia przy użyciu czytnika ekranu. Aplikacje internetowe są coraz częściej budowane tak, że przy wywołaniu akcji na stronie, zmienia się tylko jej cześć. To mogą być jakieś obliczenia, ładuje się dodatkowa treść. Osoba niewidoma o tym nie wie, a programista nie stosuje odpowiednich znaczników, które mogą powiadomić o tym czytnik ekranu. Z kolei osoby z niepełnosprawnościami ruchowymi zwracają uwagę na problemy z obsługą strony za pomocą klawiatury. Zdarza się, że niektóre elementy są w ogóle niedostępne bez użycia myszy. Bardzo częste są również problemy zgłaszane przez osoby słabowidzące, takie jak zbyt niski kontrast tekstu, mała czytelność treści czy brak możliwości wygodnego powiększania strony. Z kolei osoby głuche zwracają uwagę na materiały wideo bez napisów, a osoby z niepełnosprawnościami poznawczymi na bardzo skomplikowany, urzędowy język oraz nieczytelną strukturę informacji.
Myślę, że szczególnie problematyczne są sytuacje, w których niedostępność dotyczy usług publicznych. To mogą być na przykład formularze, przez które trzeba złożyć wniosek, zapisać się do systemu czy uzyskać ważną informację urzędową. W takich momentach bariery cyfrowe przestają być jedynie problemem technicznym, a zaczynają realnie utrudniać codzienne życie. To zwyczajnie oznacza, że nie mogę załatwić swoich ważnych spraw.
Podczas testów z użytkownikami bardzo wyraźnie widać także emocje, które towarzyszą napotykaniu takich barier. Najczęściej jest to frustracja, ponieważ użytkownik wielokrotnie próbuje wykonać prostą czynność, która dla innych osób jest zupełnie oczywista. Pojawia się też poczucie bezradności, szczególnie wtedy, gdy jedynym rozwiązaniem jest poproszenie kogoś o pomoc. Niestety często tak się właśnie dzieje. W wielu rozmowach pojawia się również poczucie wykluczenia – użytkownicy mówią wprost, że mają wrażenie, iż dany serwis po prostu nie został zaprojektowany z myślą o tym, że może z niego korzystać osoba niewidoma czy z inną niepełnosprawnością. W dłuższej perspektywie prowadzi to często do zniechęcenia i rezygnacji z korzystania z części usług online.
Tu muszę wyraźnie powiedzieć, że większość tych problemów nie wynika z ograniczeń technologicznych, lecz z tego, że na etapie projektowania i wdrażania serwisów internetowych zbyt rzadko uwzględnia się realne potrzeby użytkowników z niepełnosprawnościami. Tam, gdzie prowadzi się testy z udziałem takich osób i traktuje dostępność jako element jakości projektu, liczba barier znacząco się zmniejsza.
Ekspert ds. dostępności cyfrowej i wykładowca Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy w zakresie dostępności cyfrowej oraz socjologii wizerunku osób z niepełnosprawnościami. Przeprowadza audyty w oparciu o standard WCAG 2.1 oraz udziela konsultacji w zakresie dostępności dla osób z niepełnosprawnościami. Opiniował kwalifikacje zawodowe w zakresie dostępności cyfrowej dla Ministerstwa Cyfryzacji. Współautor opracowania pn.: „Standardy Dostępności w Samorządzie”. Laureat Listy 100 - wyróżnienia które jest przyznawane przez Szerokie Porozumienie na rzecz Umiejętności Cyfrowych w Polsce.
Z Pana doświadczenia: jak firmy i instytucje postrzegają dostępność cyfrową — jako obowiązek prawny, koszt czy realną wartość?
Tomasz Wojakowski: Sposób postrzegania dostępności cyfrowej przez firmy i instytucje jest bardzo zróżnicowany i w ostatnich latach stopniowo się zmienia. W wielu przypadkach wciąż dominuje podejście, w którym dostępność traktowana jest przede wszystkim jako obowiązek prawny wynikający z przepisów, takich jak ustawa o dostępności cyfrowej czy polski akt o dostępności. Instytucje publiczne często zaczynają interesować się tym tematem dopiero wtedy, gdy pojawia się audyt, skarga albo ryzyko konsekwencji prawnych. W takiej sytuacji dostępność bywa postrzegana jako coś, co trzeba „odhaczyć”, żeby spełnić wymagania formalne.
W części organizacji dostępność nadal bywa też postrzegana jako dodatkowy koszt albo element, który komplikuje proces projektowania serwisów i aplikacji. Wynika to często z braku wiedzy na temat tego, czym w praktyce jest dostępność cyfrowa. Jeśli pojawia się ona dopiero na końcu projektu, rzeczywiście może oznaczać konieczność wprowadzania poprawek. Natomiast tam, gdzie uwzględnia się ją od początku, czyli na etapie projektowania architektury informacji, interfejsu czy treści, to wówczas staje się po prostu jednym z elementów dobrej jakości produktu cyfrowego.
Coraz częściej spotykam się jednak z podejściem, w którym dostępność zaczyna być postrzegana jako realna wartość, ważna część kultury organizacyjnej oraz zarządczej. Instytucje i firmy dostrzegają, że dobrze zaprojektowane, dostępne serwisy są po prostu wygodniejsze dla wszystkich użytkowników. I to nie tylko dla osób z niepełnosprawnościami, ale również dla seniorów, osób korzystających z urządzeń mobilnych czy użytkowników w trudniejszych warunkach technicznych.
W moim przypadku ta perspektywa jest też bardzo osobista, ponieważ sam jestem osobą z niepełnosprawnością. Dzięki temu w pracy zawodowej mogę łączyć wiedzę ekspercką z doświadczeniem użytkownika. W praktyce oznacza to, że dostępność nie jest dla mnie wyłącznie zestawem wymagań technicznych czy kryteriów WCAG, ale przede wszystkim kwestią realnego dostępu do informacji i usług. Dlatego zawsze podkreślam, że dostępność cyfrowa nie powinna być traktowana wyłącznie jako obowiązek regulacyjny, lecz jako element odpowiedzialnego projektowania usług publicznych i cyfrowych.
Jakie mity lub nieporozumienia na temat dostępności cyfrowej spotyka Pan najczęściej?
Tomasz Wojakowski: Wokół dostępności cyfrowej wciąż funkcjonuje wiele mitów i uproszczeń, z którymi spotykam się zarówno podczas audytów, jak i w rozmowach z instytucjami czy firmami. Jednym z najczęstszych jest przekonanie, że dostępność dotyczy wyłącznie osób niewidomych korzystających z czytników ekranu. W rzeczywistości jest to znacznie szersze zagadnienie. Obejmuje potrzeby osób słabowidzących, głuchych, z niepełnosprawnościami ruchowymi, poznawczymi, ale też wielu innych użytkowników, na przykład seniorów czy osób korzystających z urządzeń mobilnych w trudniejszych warunkach.
Drugim bardzo powszechnym nieporozumieniem jest przekonanie, że dostępność cyfrowa polega na dodaniu kilku funkcji, takich jak przycisk zmiany kontrastu czy powiększania tekstu. Na rynku pojawiły się firmy, które oferują dodatki dostępnościowe. Ich zdaniem mają rozwiązać wszystkie albo większość barier cyfrowych. Jest to podejście, które realnie przeciwdziała dostępności. W praktyce dostępność zaczyna się znacznie wcześniej – od sposobu zaprojektowania struktury informacji, interfejsu, formularzy czy sposobu publikowania treści. Jeśli te elementy są źle zaprojektowane, żadne dodatkowe „narzędzia dostępności” nie rozwiążą problemu.
Często spotykam się też z mitem, że dostępność znacząco ogranicza estetykę albo innowacyjność projektów cyfrowych. Tymczasem dobrze zaprojektowana dostępność w żaden sposób nie wyklucza nowoczesnego designu. Wręcz przeciwnie, bardzo często oznacza po prostu bardziej uporządkowany, czytelny i logiczny interfejs.
Kolejne nieporozumienie dotyczy przekonania, że dostępność można „sprawdzić automatem”. Narzędzia automatyczne są bardzo pomocne, ale wykrywają jedynie część problemów. W praktyce kluczowe są audyty eksperckie oraz testy z udziałem użytkowników z niepełnosprawnościami, ponieważ dopiero one pokazują, czy dany serwis rzeczywiście jest możliwy do użycia.
Z mojej perspektywy szczególnie ważne jest także to, że dostępność bywa postrzegana jako temat niszowy, dotyczący niewielkiej grupy użytkowników. Tymczasem, w praktyce projektowanie dostępne oznacza projektowanie bardziej uniwersalne. Jest to podejście, które działa dobrze dla bardzo różnych osób i w bardzo różnych sytuacjach. Jako osoba z niepełnosprawnością widzę to również z perspektywy użytkownika: rozwiązania dostępne zwykle okazują się po prostu rozwiązaniami lepiej zaprojektowanymi.
Co jest dziś największą barierą we wdrażaniu dostępności: brak wiedzy, strach przed kosztami czy coś innego?
Tomasz Wojakowski: Istotną barierą jest też organizacyjny sposób realizacji projektów cyfrowych. Dostępność często nie ma jasno przypisanej odpowiedzialności. Nie wiadomo, czy odpowiada za nią dział IT, projektanci, redakcja treści czy zamawiający usługę. W rezultacie temat pojawia się fragmentarycznie albo jest przekazywany pomiędzy różnymi zespołami – coś jak „gorący kartofel”.
Warto jednak podkreślić, że dostępność cyfrowa z natury rzeczy jest obszarem wieloetapowym i interdyscyplinarnym. Składa się z wielu elementów: od architektury informacji i projektowania interfejsu, przez warstwę programistyczną, aż po sposób redagowania treści czy przygotowanie materiałów multimedialnych. Oznacza to, że różne aspekty dostępności mogą i powinny być realizowane przez różnych członków zespołu wytwarzającego produkt cyfrowy. Projektanci odpowiadają na przykład za czytelny i logiczny interfejs oraz właściwe kontrasty kolorystyczne, programiści za semantyczną strukturę kodu i kompatybilność z technologiami asystującymi, a osoby tworzące treści za poprawną strukturę tekstów, opisy alternatywne czy napisy w materiałach wideo.
Takie podejście dobrze pokazuje opracowane przez W3C WAI narzędzie Accessibility Roles and Responsibilities Mapping (ARRM). W tym modelu kryteria dostępności są przypisywane do różnych ról w zespole projektowym – na przykład projektantów UX, analityków biznesowych, programistów front-end czy testerów jakości. Dla każdej roli określa się poziom odpowiedzialności: główny, wspierający lub konsultacyjny. Dzięki temu dostępność nie jest traktowana jako zadanie jednej grupy specjalistów na końcu projektu, lecz jako element pracy całego zespołu od najwcześniejszych etapów projektowania i wytwarzania produktu cyfrowego.
Problem pojawia się wtedy, gdy taki podział nie jest świadomie zaplanowany i koordynowany. Jeśli nikt w projekcie nie ma całościowej odpowiedzialności za dostępność, łatwo o sytuację, w której każdy zakłada, że zajmuje się tym ktoś inny. Dlatego w dobrze prowadzonych projektach dostępność jest wpisana w cały proces wytwarzania produktu cyfrowego, a konkretne zadania są jasno przypisane do poszczególnych ról w zespole. Dzięki temu staje się ona naturalnym elementem jakości produktu, a nie dodatkowym obowiązkiem pojawiającym się dopiero na końcu projektu.
Czy zauważa Pan zmianę w podejściu do dostępności na przestrzeni ostatnich lat?
Tomasz Wojakowski: Tak, zdecydowanie widać zmianę w podejściu do dostępności cyfrowej na przestrzeni ostatnich lat. Wcześniej w wielu organizacjach dostępność była traktowana głównie jako temat techniczny lub formalny. Coś, czym zajmuje się na końcu projektu dział IT, często w reakcji na audyt, skargę lub obowiązek prawny. W praktyce oznaczało to raczej poprawianie istniejących stron niż systemowe podejście do projektowania usług cyfrowych.
Dziś coraz częściej widać, że organizacje zaczynają rozumieć dostępność szerzej, jako element jakości usług publicznych i cyfrowych. Pomaga w tym między innymi rozwój podejścia opartego na modelach dojrzałości dostępności, takich jak Accessibility Maturity Model zaproponowany przez W3C. Uczestniczę w pracach zespołu przy Ministerstwie Cyfryzacji, który opracowuje ten model, tak aby mógł być wdrażany do podmiotów publicznych. Model pokazuje, że dostępność nie polega wyłącznie na sprawdzeniu, czy strona spełnia kryteria WCAG, ale dotyczy całego funkcjonowania organizacji. Ocenia się m.in. procedury i procesy, kompetencje pracowników, sposób prowadzenia zamówień publicznych, cykl życia technologii informacyjno-komunikacyjnych czy sposób komunikacji z użytkownikami.
Dzięki takiemu podejściu instytucje mogą przejść od działań reaktywnych do bardziej systemowego zarządzania dostępnością. Model dojrzałości pozwala określić, na jakim etapie znajduje się organizacja. Na przykład czy dostępność pojawia się tylko przy okazji audytów, czy jest już elementem planowania projektów, zamówień czy szkoleń pracowników. Model pokazuje też ścieżkę rozwoju: od działań doraźnych do sytuacji, w której dostępność jest wbudowana w codzienne procesy organizacyjne.
Z mojej perspektywy widać więc wyraźny kierunek zmian. Coraz więcej instytucji zaczyna patrzeć na dostępność nie tylko przez pryzmat pojedynczego audytu czy raportu technicznego, ale jako proces organizacyjny, który obejmuje komunikację z użytkownikami, rozwój kompetencji pracowników, sposób projektowania i zamawiania technologii oraz kulturę organizacyjną.
Jednocześnie nadal jesteśmy w pewnym momencie przejściowym. W części organizacji dostępność wciąż bywa traktowana głównie jako obowiązek regulacyjny. Jednak rosnąca świadomość, rozwój narzędzi takich jak modele dojrzałości oraz coraz większe doświadczenie instytucji w tym obszarze sprawiają, że dostępność coraz częściej staje się stałym elementem zarządzania usługami cyfrowymi, a nie tylko jednorazowym projektem.
Jakie pytania lub obawy najczęściej słyszy Pan od zespołów, które dopiero zaczynają myśleć o dostępności? I od czego najlepiej zacząć, jeśli chcemy stworzyć dostępną stronę?
Tomasz Wojakowski: Zespoły, które dopiero zaczynają myśleć o dostępności cyfrowej, najczęściej zadają bardzo podobne pytania. Pierwsze z nich brzmi zwykle: „Czy nasza strona w ogóle jest dostępna i jak to sprawdzić?”. Wiele osób zakłada, że dostępność to bardzo skomplikowany obszar wymagający specjalistycznych narzędzi i dużej wiedzy technicznej. W praktyce wiele podstawowych problemów można zauważyć już przy bardzo prostych testach. Między innymi powinni sprawdzić, czy strona działa przy obsłudze klawiaturą, czy obrazy mają opisy alternatywne, czy widać ramkę fokusu albo czy tekst jest czytelny przy powiększeniu.
Drugą bardzo częstą obawą jest pytanie: „Czy wdrożenie dostępności będzie bardzo kosztowne?”. Wiele zespołów obawia się, że oznacza to konieczność całkowitej przebudowy serwisu. Tymczasem w praktyce wiele usprawnień dostępnościowych polega na uporządkowaniu struktury treści, poprawieniu kontrastów czy właściwym oznaczeniu elementów interfejsu. Największe koszty pojawiają się zazwyczaj wtedy, gdy dostępność próbuje się wprowadzać dopiero po zakończeniu projektu.
Często słyszę też pytanie: „Kto w naszym zespole powinien się tym zajmować?”. To pokazuje, że dostępność bywa postrzegana jako specjalistyczne zadanie jednej osoby. Tymczasem, tak jak o tym powiedziałem w poprzednich pytaniach - w praktyce jest to wspólna odpowiedzialność całego zespołu, projektantów, programistów, redaktorów treści, testerów czy osób odpowiedzialnych za zamówienia.
Jeśli chodzi o to, od czego najlepiej zacząć, najważniejszy jest pierwszy krok organizacyjny, a nie techniczny. Warto najpierw zrozumieć, na jakim etapie znajduje się organizacja.
W praktyce dobrym początkiem jest kilka prostych działań: przeprowadzenie krótkiej samooceny, sprawdzenie najczęściej odwiedzanych stron, wprowadzenie podstawowych zasad publikowania dostępnych treści oraz przeszkolenie zespołu z najważniejszych zasad dostępności. Dzięki temu organizacja przechodzi od sporadycznego „gaszenia problemów” do bardziej uporządkowanego podejścia.
Najważniejsze jest jednak to, aby dostępność traktować jako proces rozwoju, a nie jednorazowe zadanie. Nawet niewielkie działania, jeśli są prowadzone systematycznie, pozwalają w stosunkowo krótkim czasie znacząco poprawić jakość i dostępność usług cyfrowych.
Jak pisać teksty, które są dostępne cyfrowo? Jaką rolę odgrywa poprawna struktura nagłówków w dostępności treści?
Tomasz Wojakowski: Pisanie tekstów dostępnych cyfrowo zaczyna się od bardzo podstawowej zasady: treść powinna być czytelna, logicznie uporządkowana i łatwa do zrozumienia dla możliwie szerokiego grona użytkowników. Dostępność nie dotyczy więc wyłącznie technologii czy kodu strony, ale również sposobu redagowania informacji. W praktyce oznacza to stosowanie prostego języka, krótszych zdań, przejrzystych akapitów oraz jasnych śródtytułów. Dobrze napisany tekst pomaga nie tylko osobom z niepełnosprawnościami, ale także wszystkim użytkownikom, którzy chcą szybko znaleźć potrzebną informację.
Bardzo ważnym elementem dostępności treści jest poprawna struktura nagłówków. Nagłówki nie pełnią jedynie funkcji wizualnej. Dla wielu użytkowników są podstawowym sposobem orientowania się w strukturze strony. Osoby niewidome korzystające z czytników ekranu często nawigują po stronie właśnie poprzez listę nagłówków, która pozwala im szybko zrozumieć układ treści i przejść do interesującej sekcji.
Dlatego nagłówki powinny tworzyć logiczną hierarchię, zaczynając od nagłówka głównego, a następnie przechodząc do kolejnych poziomów, takich jak podrozdziały czy sekcje tematyczne. Ważne jest również to, aby nagłówki rzeczywiście opisywały treść danej części tekstu, a nie były jedynie elementem graficznym. Częstym błędem jest na przykład stosowanie pogrubionego tekstu zamiast prawdziwego nagłówka albo pomijanie kolejnych poziomów struktury.
Z punktu widzenia dostępności dobrze zorganizowana struktura nagłówków działa jak spis treści w dokumencie. Pozwala to szybko zorientować się w zawartości strony, ułatwia nawigację i poprawia zrozumienie informacji. W efekcie treść staje się bardziej przyjazna nie tylko dla osób korzystających z technologii asystujących, ale dla wszystkich użytkowników internetu.
Na co zwracać uwagę przy przygotowywaniu alternatywnych opisów do grafik i multimediów?
Tomasz Wojakowski: Przy przygotowywaniu alternatywnych opisów do grafik najważniejsze jest zrozumienie jednej podstawowej zasady: opis alternatywny powinien przekazywać tę informację, którą niesie obraz w danym kontekście strony. Nie chodzi więc o szczegółowe opisywanie wszystkiego, co znajduje się na grafice, ale o oddanie jej znaczenia dla użytkownika, który z różnych powodów nie może jej zobaczyć.
W praktyce oznacza to, że opis powinien być krótki, konkretny i funkcjonalny. Jeśli grafika przedstawia na przykład przycisk lub element interfejsu, opis powinien wyjaśniać jego funkcję, a nie wygląd. Jeśli natomiast obraz ilustruje treść artykułu, warto przekazać najważniejszą informację, którą użytkownik dzięki niemu otrzymuje. W wielu przypadkach wystarczy jedno zdanie, które jasno wyjaśnia sens grafiki.
Bardzo ważny jest także kontekst, w jakim obraz pojawia się na stronie. Ta sama grafika może mieć różne opisy w zależności od miejsca użycia. Jeśli obraz pełni wyłącznie funkcję dekoracyjną i nie wnosi żadnej informacji do treści, najlepszym rozwiązaniem jest oznaczenie go jako elementu dekoracyjnego, aby czytniki ekranu mogły go pominąć. Dzięki temu użytkownik nie jest obciążany zbędnymi komunikatami.
W przypadku grafik bardziej złożonych, takich jak wykresy, infografiki czy mapy - krótki opis alternatywny często nie wystarcza. Wtedy warto zastosować opis rozszerzony, ale już w treści strony, który wyjaśni najważniejsze zależności lub wnioski wynikające z grafiki. Dzięki temu użytkownik korzystający z technologii asystujących ma dostęp do tych samych informacji, które inni użytkownicy odczytują wizualnie.
Podobne zasady dotyczą materiałów multimedialnych. Filmy powinny być wyposażone w napisy dla osób niesłyszących, a w wielu przypadkach także w transkrypcję treści audio. Jeśli materiał wideo zawiera ważne informacje przekazywane wyłącznie obrazem, warto rozważyć również audiodeskrypcję. To rozwiązanie, które zapewnia dostępność multimediów dla osób niewidomych.
Z mojego doświadczenia wynika, że dobrze przygotowane opisy alternatywne wymagają przede wszystkim zrozumienia celu komunikacyjnego grafiki.
Rytm.Digital: Bardzo dziękujemy za rozmowę.